Reflaksje Junannina

Autor: Ludwig van Goth, Gatunek: Proza, Dodano: 28 maja 2014, 01:36:42

<xml> <o:officedocumentsettings> <o:relyonvml /> <o:allowpng /> </o:officedocumentsettings> </xml><![endif]-->

Może zacznę o wrażenia. Posłużę się nim jako pewnym kluczem do o wiele szerszego problemu jaki próbuję rozpoznać. Nie chodzi tu o rozpisywanie się w filozoficznych czy psychologicznych zawiłościach i metaforach. Każdy z nas musi nauczyć się rozwijać myśl, którą przeczytał, a nie przyjmował bezkrytycznie gotowy produkt czyjejś refleksji. O to w dużej mierze właśnie mi chodzi.

   A więc mam wrażenie, że żyjemy w czasach gdzie zacierają się pojęcia i ich znaczenia. Przykładem niech będzie zatarcie się pojęcia „autorytet” na rzecz czegoś takiego, co zwie się  „celebryta”.  Wielu od razu powie, że to musiało się stać, bo media indoktrynują, bo społeczeństwo masowe odkąd powstało jest sterowana itd. Itp.

Musimy się jednak pogodzić z tym, że żyjemy w społeczeństwie masowym. Także wbrew utopijnym mrzonkom, że można się cofnąć do poprzednich epok, odzyskując jakieś mityczne, dawne wartości, nawet jeśli będzie trzeba się wyizolować i tłuc z wrogami tych wartości aż do upadłego (patrz: rzucanie kamieniami przez kibiców w mitycznego lewaka, czyli w każdego kto się z rzucającym kibicem nie za bardzo zgadza).

To, że dziennikarze, artyści, jacyś salonowi eksperci od nauk społecznych, a nawet niektórzy pisarze stają się celebrytami, których wielu ludzi zaczyna nazywać autorytetami, to nie zasługa jakichś niewidzialnych sił, tajnych stowarzyszeń, czy polityków, ale w ogromnym stopniu nasza, czyli moja i twoja także.  Wielu zapyta: A jaki ja mam na to wpływ? Odpowiedź brzmi: Przyjmujesz to, więc masz to co przyjąłeś/ przyjęłaś. I znów pytanie: A jakie mam wyjście? Odpowiedź: Nie przyjmować.

Ktoś powie: To banalne pytania i jeszcze banalniejsze odpowiedzi!

Zgadza się, ale one wynikają z czegoś istotnego. Nakreślają pewien problem. Proste prawdy trzeba niestety przypominać. Nie korzystamy bowiem z tego, co jest istotą naszej wolności –  wolnej woli. A jeśli nawet z niej korzystamy, to w bardzo ograniczonym zakresie z powodu naszej, zdaje się, powszechnej ignorancji.  Ignorancja ta prawdopodobnie jest dziedzictwem poprzedniego ustroju i jego zarazki co prawda nie przetrwały w trwałych formach ideologicznych jakichś ugrupowań, ale są mniej lub bardziej aktywne w mentalnych postawach, przekazywanych jeszcze w dużej części następnym młodym pokoleniom. Mam na myśli to, że ignorancja wynika z pewnych, nieuzasadnionych i nieodpowiedzialnych postaw roszczeniowych.

Czasy obecne mają też bardzo pozytywną stronę – niemal nieograniczony dostęp do informacji, poza tak zwanymi mediami głównego nurtu, czy obiegowym plotkom rozpowszechnianym przez sfrustrowaną sąsiadkę, której świat wewnętrzny jest odbiciem świata zewnętrznego jaki zna – czyli klatki schodowej i kawałka podwórka, w których to światach spędziła większość życia z mężem o horyzontach szerokich jak trumna i wrażliwości duchowej granitowego pomnika.

Niestety jesteśmy jak ociężali, chorzy ludzie, którzy leżą i oczekują, że ktoś im coś poda. Zachowujemy się jakby nic nas nie interesowało poza wnętrzem klatki i usilnie w niej tkwimy, mimo, że klatka jest otwarta na oścież.

To bardzo wygodna i nieodpowiedzialna mentalność.

„Jestem nieszczęśliwa/nieszczęśliwy, bo nie podano mi tego, co powinno mi się podać… Ale jak już mi podali to zjem.”

A więc podaje nam się celebrytów zamiast autorytetów, polityczny bełkot zamiast konkretów i prawdy, głupią i płytką do granic żenady rozrywkę zamiast inteligentnego poczucia humoru(Uważam zatem za nieuzasadnione pretensje pracownika fabryki  do grubego pana portiera, że za każdym razem ten pyta go o nazwisko kiedy tamten przekracza bramkę terenu fabryki, mimo, że zna się z portierem dziesięć lat i razem chodzą na piwo. Nie ma prawa posądzać pana portiera o kretynizm i zidiociały, bezzasadny formalizm, kiedy sam ogląda „Kiepskich” i śmieje się z tego jak małpa, która pierwszy raz zobaczyła się w lustrze. Trzeba przyznać to szczerze: wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu orangutanami).  A my to przyjmujemy, a później narzekamy jak ten chory w szpitalu, który pomstuje na kuchnię szpitalną, oczekując, że pewnego dnia pielęgniarka przyniesie jednak kaczkę ze śliwkami zamiast owsianki i chleba z dżemem. My jednak nie jesteśmy chorzy i możemy korzystać z menu informacyjnego lub tworzyć własne przepisy czerpiąc obficie z bibliotek, Internetu, stowarzyszeń itd.

Niestety wykazujemy postawę chorego.

Taki nieistotny i lekceważący stosunek do własnej woli mogą wykazywać tylko dwa rodzaje osobowości: dyktator i niewolnik. To właściwie dwie strony tego samego medalu. W każdym z nas w jakimś stopniu tkwi dyktator i niewolnik.

Postawa niewolnika to postawa infantylna, zakłada ona bowiem, że szczęście oznacza całkowite podporządkowanie się woli kogoś innego. Niewolnik zwalnia się wtedy z odpowiedzialności za cokolwiek, ponieważ on wykonuje tylko polecenia (patrz: nazistowscy mordercy i ich usprawiedliwianie się). Odpowiedzialny jest zatem zawsze ktoś inny tylko nie ja.

Nieco innym, co nie oznacza, że lepszym jest niewolnik zbuntowany (nie mniej infantylny od poprzedniego). Temu nie podobają się normy, zasady, lub szklarniowe warunki w jakich żyje. Niby normalne i wielu z nas się może coś nie podobać – to jest zdrowe. Jednak niewolnik chce się od tego wszystkiego uwolnić i być niezależnym, a jednocześnie chce czuć bezpieczeństwo jakie dawały mu warunki z których chce się uwolnić. Jego infantylny umysł nie dostrzega sprzeczności w tym co wyraża jego postawa czy postulaty. Stąd już tylko płynne przejście do postawy dyktatorskiej: Skoro muszę się uwolnić z norm (ale najczęściej je zniszczyć) za pomocą których społeczeństwo mnie więzi, to na ich miejsce muszę stworzyć inne, takie które będą mi w pełni odpowiadały, czyli dostosowane do moich potrzeb. A co jeśli inni się ze mną nie zgadzają? To nic, oni nie wiedzą po prostu czym jest prawdziwa wolność, ale ja wiem, więc się ich uświadomi, nawet siłą jeśli będzie trzeba. W ostatecznym wypadku się ich sterroryzuje lub wyeliminuje (patrz: bolszewizm w praktyce lub film „Ballada o Januszku” ;-)).

O niewolnikach zbuntowanych, którzy chcą tylko zniszczyć wszelkie normy kulturowe, rojąc sobie, że w ten sposób później spontanicznie powstanie lepszy świat na zgliszczach, które pozostawią, nie warto nawet pisać, bo to sprawa pozarozumowa (patrz: Czerwoni Kmerzy – formacja niebezpieczna lub jabol punki – formacja śmieszna). Można by rzec: mistyka destrukcji albo bezkresna głupota po prostu. Oczekują oni bowiem, że na drzewie zamiast szyszek wyrosną smakowite jabłka, gdy tylko temu drzewo podetnie się korzenie. Cóż, sprawa raczej dla psychiatry.

A więc wszyscy żyjemy w mentalnych klatkach urojeń i pragnień, których sens jest co najmniej wątpliwy. Nie istnieje także równowaga między dyktatorem a niewolnikiem. Te dwie drogi będą istniały jeszcze długo. Między nimi jest płynność i zamęt w postawach jakie w nas rodzą.  Zdaje się, że nie możemy także dokonać syntezy tych dwóch dróg, godząc te sprzeczności, które jak wspominałem są tylko stronami tego samego medalu. Nie uzyskamy z ich syntezy jakiejś nowej jakości mentalnej czy nowej drogi.

Uważam, że światem obraca antynomia i nie o to idzie aby dokonywać syntez godząc sprzeczności, bo to oznaczałoby chęć stworzenia czegoś doskonałego, a więc gotowego do tego stopnia, że oznaczało będzie kres ewolucji. To oznaczałoby oczywiście zatrzymanie ruchu, a tylko w ruchu może trwać życie, jego cykle, jego istota, rozwój, także, niestety kres. Zatrzymanie w tym przypadku oznacza po prostu śmierć permanentną, coś co mógłbym nazwać tylko anty-życiem. Do zachowania życia potrzebne są więc sprzeczności.

Jakie jest zatem wyjście z drogi dyktatora i niewolnika?

Taka droga może zaistnieć.

To może być nasza własna droga, prosta, cierpliwa, empatyczna i nie dogmatyczna (odporna na skostnienia).

Nie jest to droga całkowicie pewna, nieomylna, bo tacy mogą być tylko dyktatorzy.

Nie jest to droga bezrefleksyjnego kłaniania się bożkom, bałwanom, bo taka jest postawa niewolnika.

To droga otwartego umysłu. Nie oznacza to jednak, że trzeba nam przyjmować każdą niedorzeczność w imię pielęgnowanej tolerancji, ale ignorantom należy raczej okazywać współczucie niż nienawiść, ta ostatnia bowiem zniszczyć może nas samych.

Powołując się na Buddę, czy Jezusa Chrystusa musimy zaangażować się w ich postawy w jak największym stopniu, inaczej nasze słowa będą jak słowa polityków przed wyborami – pełne pustych frazesów.

 

Komentarze (5)

  • Bardzo madry tekst, powinien być szeroko rozpowszechniony, ale jak to zrobic przy pomocy Liternetu?
    Co do ostatniego zdania, ja osobiście powołuję się na tao.

  • Dziękuję pani Wando za poczytanie. Każdy ma swoją drogę. Ważne aby iść w dobrym kierunku:-)
    Pozdrawiam

  • Człowiek posiadający dar empatii nigdy nie będzie czuł się niewolnikiem, a już na pewno nigdy nie będzie dyktatorem.

  • Zgadzam się Małgorzato:-)

  • Tekst jest czysto, precyzyjnie napisany. Tezy są oczywiste. Niestety, z tego powodu nic dodać, nic ująć. Brak kontrowersji, brak fantazji, haczyków, punktów irytacji. Szkoda takiego pióra. Z sympatią to piszę, naprawdę.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się