Zróbmy próbę (fragment powieści "Alicja. Prawo lustra")

Autor: Ludwig van Goth, Gatunek: Proza, Dodano: 12 marca 2016, 04:03:15

   

 

      – A skąd ja się tu wzięłam? – zapytała starca dziewczyna.

     Starzec położył dłoń na jej ramieniu.

     – Zapewne poświęciłaś się za kogoś. To dobrze o tobie świadczy. Może rzeczywiście jesteś Kyt-Sim. Będziemy czekać z nadzieją, że pokonasz Leamasa. A teraz idźcie już. Podobno Leamas jest bliski odkrycia sposobu, dzięki któremu mógłby przejść na drugą stronę i połączyć twój świat z tym piekłem. Nie chcę sobie nawet tego wyobrażać.

     – A jeśli nie jestem Kyt-Sim?

     – Zróbmy próbę – zaproponowała staruszka. Niedaleko stąd jest Wzgórze Nieszczęścia. Zobaczysz je zaraz po wyjściu z jaskini. Możesz tam się udać. Musisz jednak pójść sama. Jeśli tylko poczujesz, że sobie nie radzisz, wracaj natychmiast biegiem do jaskini. Zgadzasz się?

     – Niewiele mi pani powiedziała o tym wzgórzu. Co mam właściwie tam zrobić?

     – Na Wzgórzu Nieszczęścia mieszka dziewczyna zamknięta w kręgu smutku. Jej czarne rzęsy są jak zęby piły, które co chwilę zamiast łez, upuszczają kroplę krwi. Ona wykrwawia się ze smutku. Jej lewa ręka zrośnięta jest ze skrzypcami, na których gra ostrym jak brzytwa smyczkiem. Melodia, jaką gra, słyszalna jest tylko dla niej. Każdy dźwięk to ból fizyczny, a ręka prawie nieustannie krwawi. Lecz ta muzyka jest dla niej jedynym ukojeniem jeszcze bardziej dotkliwego cierpienia, jakie rodzi się w tym smutku. Dziewczyna tkwi w kręgu nieszczęścia i każdego dnia wypływa z niej coraz więcej życia. Kiedy umrze, zamieni się w najczarniejszą gwiazdę na szaroskłonie, która będzie rzucała cień na wszystko, co jeszcze żywe. Nie ma w niej żadnej nadziei.

     – Czy mogę jej pomóc?

     – Dobre pytanie – ucieszyła się staruszka. – Spróbuj.

     Kiedy tylko Alicja przekroczyła próg jaskini, wyobraziła sobie, jak razem z nieszczęśliwą dziewczyną idą pod ramię, wybuchając nawzajem śmiechem ze wszystkich niesamowicie zabawnych opowiadań, jakie przechowywała w pamięci. Nie pamiętała tylko tego, jak i po co znalazła się w tym dziwnym świecie. Pamiętała natomiast świeżo wyciągniętą historię o chłopaku z równoległej klasy, alergicznie reagującym na niektóre pyłki. Wiosną zamykają dla niego okna w stołówce szkolnej, od kiedy jednym kichnięciem opluł makaronem sześć osób. Uznała, że dyndające nitki makaronu na uszach kolegów i oplute sosem twarze, które podczas tego dyndania na chwilę zastygły w zdziwieniu, to świetny wstęp do zabawnych wspomnień. „Ale czy wypada śmiać się z alergika? Czy takie historie nie są za infantylne” – pomyślała.

     Droga do wzgórza wiodła przez bagna, ale nie na tyle groźne, aby nie można było przez nie przejść. Nogi Alicji nieco grzęzły, więc kroki były ciężkie, a ciało krzywiło się, aby utrzymać równowagę. Usłyszała dźwięk skrzypiec. „To już blisko” – ucieszyła się. Poczuła ukłucie. Na jej lewym ramieniu pojawiła się cieniutka, cięta rana o długości kilku centymetrów. Na tej pustej przestrzeni, gdzie wystawało jedynie kilkanaście kikutów martwych drzew, nie dostrzegała żadnej przyczyny, której skutkiem było to skaleczenie. Kolejny dźwięk, jaki usłyszała, dokładnie zbiegł się z bólem prawej nogi. Tym razem rana na łydce była dużo groźniejsza i Alicja poważnie zaczęła się bać. „To te dźwięki. To one mnie ranią” – zauważyła. Urwała niewielki kawałek materiału z dołu sukienki, przedarła na dwa mniejsze i wetknęła w uszy. Wzgórze było niewielkie. Właściwie można było na nie wejść, robiąc trzydzieści kroków, nie wspinając się pod bardzo łagodnym kątem. Nieszczęśliwa dziewczyna siedziała ze spuszczoną głową. Sprawiała wrażenie człowieka, któremu zamiast nóg podarowano korzenie drzewa. Jej siedząca, chuda postać wydawała się wyrastać z niewielkiego pagórka. Końce długich włosów unurzane w błotnistej ziemi, zakrwawiona sukienka oraz stare i świeże blizny na rękach od ramion po nadgarstki – wszystko to sprawiało przygnębiające wrażenie. Alicję o wiele bardziej przeraził jednak inny widok. Zauważyła, że dziewczyna nie ma dłoni. U prawej ręki dłoń zastępował smyczek, u lewej skrzypce.

     – Przestań! Przestań proszę! – wrzasnęła Alicja.

     Nie pomagał materiał wetknięty do uszu. Słabo słyszalne dźwięki zostawiały na jej skórze niewielkie zadrapania, ale ich ilość sprawiała, że ciało pokrywało się coraz bardziej krwistymi plamkami. – Przestań! Będę miała blizny, tak jak ty!

     Chwyciła rękę dziewczyny. Wepchnęła smyczek pod struny instrumentu. Odgłos pękających drucików przerwał szamotaninę. Nieszczęśliwa dziewczyna podniosła głowę. Choć trudno było rozpoznać na jej czole zmarszczki, to jej mętnoniebieskie oczy i pełna blizn, niemal biała twarz wyraźnie wyrażały gniew.

 

Przerywasz muzykę?
Nie umiesz usłyszeć!

Ja jestem śmiercią,
potnę cię więc w ciszy.
Muzyka tych smyków
Nie dla zabawy.
Posłuchasz kochana
jak cisza krwawi!
Teraz przerwę struny
na twoich nadgarstkach,
na których bez nuty
ja zagram ostatnia!

 

     Alicja nie zdążyła zrobić uniku. Smyczek dziewczyny skaleczył ją w prawe ramię, odcinając maleńki kawałek skóry. Jęknęła z bólu.

     – Myślisz, głupiutka dziewczynko, że w tym przedsionku piekła kogoś uratujesz? Tu są tylko żywe trupy, a różnica między nimi jest taka, że niektórzy się z tym pogodzili. Inni zaś wciąż się łudzą, że ktoś ich stąd wyciągnie.

     Alicja poczuła kolejne ukłucie. Tym razem prawie przy dłoni. Zrozumiała, że tamta chce jej podciąć żyły za wszelką cenę. Podwoiła wysiłek, ale mocno okaleczona była niewiele szybsza od panny Śmierć. Biegła jednak jak najszybciej w stronę jaskini, mocno przytykając sobie uszy dłońmi. Ból fizyczny wydawał się niczym w porównaniu z uczuciem porażki, jakie w niej teraz utkwiło.

     – Nie jestem żaden Kyt-Sim! – wybuchła zawiedziona, wbiegając do jaskini. Ledwo uszłam z życiem. Wyglądam, jakbym się kąpała w tłuczonym szkle – ze złami w oczach skarżyła się dziewczyna.

     – To tylko kilka zadrapań. Bardziej się przestraszyłaś swojej niemocy i widziałaś rany większe niż są w rzeczywistości – uspokajała ją staruszka. – I wcale nie jest pewne, czy nie jesteś Kyt-Sim.

     – Jak to, nie jest pewne? – zmarszczyła brwi dziewczyna.

    – Tej muzyki prócz dziewczyny ze wzgórza i ciebie nikt tu nigdy nie słyszał. To oznacza, że masz niezwykły dar empatii. Umiesz doskonale współodczuwać. Jesteś wrażliwa. Kiedyś będziesz zapewne umiała pomóc tamtej dziewczynie.

     – To pocieszające, ale mam już dość gadania o Kyt-Sim. Jeśli mamy stąd pójść, to ruszajmy.

 

 

 

 

                                                                            

 

                                                                                          Fragnent  Alicja. Prawo lustra,

                                                                                           rozdz. 2. Druga strona lustra  (str.106-109)

                                                                                                          

Komentarze (2)

  • Fragment dobry jak cała książka.
    Zachęcił do ponownego przeczytania.

  • Dziękuję za zajrzenie :-)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się